Kategorie

13.09.2014

Powidła śliwkowe

Śliwki samodzielnie zebrane w sadzie, słodkie, wręcz idealne na powidła.  Niby w domu tylko ja je lubię, ale dziwnym trafem część, która nie zmieściła się do słoiczków, zniknęła bardzo szybko.  A te zamknięte przydadzą się chociażby do piernika staropolskiego, chociaż nie tylko.



Składniki:
  • śliwki (najlepiej bardzo słodkie węgierki)

Wykonanie:
Dowolną ilość śliwek (nie polecam smażyć mniej niż 1,5 - 2 kg) myjemy i kroimy na pół i wyjmujemy pestki.  Przekładamy do szerokiego garnka o grubym spodzie (mój tata smaży śliwki w brytwance).  Smażymy na niewielkim ogniu dość często mieszając, przez około godzinę dwie.   Zdejmujemy z ognia i odstawiamy.  Jeżeli nie macie zbyt dużo czasu można smażyć śliwki krócej, kilka razy dziennie.  Ja zazwyczaj stawiam je na ognień rano, przed wyjściem do pracy.  Potem po południu, kiedy szykuję obiad i wieczorem przed spaniem.  Smażę wtedy krócej niż godzinę za każdym razem.  Smażymy tak przez kolejne dwa - trzy dni, aż uzyskamy odpowiednią gęstość.  Jeżeli powidła nie są wystarczająco słodkie, podczas ostatniego smażenia dodajemy odrobinę cukru.  Gorące powidła przekładamy do gorących słoików (np. wypieczonych w 100 - 140 stopniach w piekarniku przez około kwadrans) i zakręcamy wygotowanymi i suchymi nakrętkami.  Odstawiamy na kilka minut do góry dnem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.