Kategorie

1.12.2015

City Trail - 28.11.15

Drugi bieg w tym sezonie z serii City Trail.  Tym razem startowaliśmy we trójkę.  Zaczęła córka w kategorii D2 na dystansie 600 m.  Byłyśmy chwilę wcześniej, ale znowu niewystarczająco wcześnie.  Ominął nas jednak bieg na start tak jak to było poprzednim razem.  Córa dała z siebie wszystko i pięknie dobiegła na metę nie dając się wyprzedzić na ostatnich metrach.  Pomimo tego, że była ostatnią dziewczyną obyło się bez płaczu, a skończyło się na super zabawie z koleżanką po biegu.  O to właśnie chodzi, prawda?



Zaraz za córką biegł syn.  Najstarsza kategoria w City Trail Junior i dystans 2000 m.  Startowało tylko 6 osób - 2 dziewczyny i 4 chłopaków.  Syn dobiegł pierwszy.  Według oficjalnych wyników z czasem 7:15, dokładnie 30 s przed następnym zawodnikiem.  Na zdjęciach mamy nieco inne wyniki (7:12, a drugi zawodnik około 7:40), ale pomiar tutaj odbywa się nie przez czipy, a z kamerki.  Syn miał podwójne zadanie tego dnia, ponieważ poza biegiem od rana był na zawodach jako wolontariusz.  Po biegu szybko wrócił do swoich zadań.



Po ostatnim biegu z serii junior przyszedł czas na bieg główny.  Tym razem wyznaczono dwie strefy startowe. Ustawiłam się tuż pod flagą z czasem 25 min.  Biegło mi się zdecydowanie lepiej niż poprzednim razem. Nastawiłam się na delikatny bieg, a nie na życiówki.  To nie czas i miejsce.  Wiedziałam tylko, że muszę dobrze zacząć, bo pierwszy kawałek trasy jest dość wąski, a nie lubię biec wolniej niż mogę.  Tak jak poprzednio biegłam na wyczucie.  Miałam przy sobie telefon, ale przez 5 km nie złapał sygnału GPS.  Jakoś mi to nie przeszkadzało.  W okolicy 4 km natknęłam się na dziewczynę, z którą wbiegałam na metę Drugiej Dychy.  Zamieniliśmy dwa słowa, ale miałam trochę za dużą zadyszkę na dłuższą konwersację.  Pod koniec trasy złapała mnie kolka, ale nie na tyle duża, żeby się zatrzymać.  Kilkaset metrów przed metą podbiegła do mnie córka i przebiegłyśmy razem kilkanaście metrów.  Na ostatniej prostej starałam się wykrzesać ostatnie siły i wyprzedzić panie, które akurat biegły.  Jednak okazało się, że panie miały większy zapas sił i nie dały się wyprzedzić.  Finisz był za to ładny.  Wpadłam na metę z wielkim uśmiechem i czasem brutto 25:17  (netto 25:01).  202 m-ce na 312.   Jeszcze kilka miesięcy temu, nie uwierzyłabym, że mogę w takim czasie przebiec 5 km w terenie.  Teraz czekamy na bieg grudniowy.  Oj będzie zimno, będzie.