13.07.2020

Zapiekana kasza jaglana z warzywami


Pierwszy raz taką kaszą poczęstowała mnie moja siostra.  Potem dostałam kilka porcji od mamy.  Sama też już robiłam niezliczoną ilość razy, chociaż przyznam, że nie umiem jej doprawić tak jak siostra czy mama.  Przepis pochodzi z Kwestii Smaku i serdecznie Wam polecam. 



29.03.2020

Paella wegetariańska


Na początku tego roku byliśmy z mężem na urlopie w Barcelonie.  W restauracji Guell Tapas jedliśmy cudowną paellę. Za pierwszym razem wzięliśmy dwie: z warzywami (ja) i z kurczakiem (mąż).  Obie posmakowały nam tak bardzo, że następnego dnia wróciliśmy na wersję z owocami morza.  Ta też była cudna, chociaż odrobinę za słona.  Jeszcze w Barcelonie zaopatrzyliśmy się w odpowiednie przyprawy i danie kilka razy odtwarzaliśmy już w domu.  Nie jest to może typowa hiszpańska paella, ale bardzo nam smakuje. Za każdym razem dodaję nieco inne warzywa, wszystko zależy od tego co akurat mam w domu.



06.02.2020

Ziołowy chlebek do rwania

Spotkania towarzyskie owocują kolejnymi przepisami.  Najpierw idziesz gdzieś, a tam koleżanka/kolega przynosi coś pysznego.  Prosisz o przepis, a na następne spotkanie, już w innym gronie, sam przynosisz tę potrawę. Tak było tym razem.  Wprawdzie link z przepisem, który dostałam nie działał, ale znalazłam go sama.  Już wiem, że jednak koperek (nie było go w oryginalnym przepisie, a w tym, który znalazłam sama) to nie jest najlepszy pomysł.  Obstawiam też, że czosnek niedźwiedzi to będzie to, ale trzeba poczekać do wiosny.


05.11.2019

Pasta pieczarkowo- słonecznikowa

Wygląda jak pasztet, prawda?  W smaku, według mnie, o niebo lepsza.  A wykonanie błyskawiczne, w przeciwieństwie do pasztetu.  Robię ją już pewnie od roku albo dwóch.  Zazwyczaj jesienią albo zimą.



10.10.2019

Tarta z figami i serem plesniowym

Moja koleżanka Ania pokazała całkiem niedawno zdjęcie takiej tarty u siebie na insta (w oryginale u Tysia Gotuje).  Spodobała mi się bardzo, a że kilka dni później szliśmy na imprezę, to zrobiłam.  Na imprezie tarta zniknęła w kilkanaście minut, a przepis przesłałam kilku osobom.  Jakieś 2 tygodnie później wychodziliśmy do znajomych, więc zrobiłam znowu.  Sytuacja niemal identyczna. 





03.10.2019

Pasta z pieczonej papryki

Blog nie wróci w starej formule, bo nie mam na to czasu.  Będą się jednak pojawiać od czasu do czasu przepisy, o których nie chcę zapomnieć.  Dlatego też dzisiaj ląduje przepis na pastę z pieczonej papryki.  Pomysł zaczerpnęłam od cookmagazine, ale oczywiście go zmodyfikowałam.




10.02.2019

Pączki Pani Marii

Pączki robione w ubiegłym roku.  Wprawdzie Ewelinka powiedziała, że jak bez skórki, to już nie Pani Marii, ale niech tak zostanie.



28.12.2018

Curry z soczewicą i szpinakiem

Nie było tutaj nic od bardzo dawna.  Nie wydaje mi się, żeby miało się to zmienić.  Zapewne będą się pojawiać tutaj przepisy, ale już zupełnie inaczej, w innej formie, w innym celu, z inną częstotliwością.  Będą się pojawiać głównie dla mnie, bez specjalnie obrabianych, stylizowanych zdjęć, bez notek, ot tak.  Po to, żebym nie zgubiła tych fajnych, tych które posmakowały, które zaskoczyły.  Tak już prawie było z tym przepisem.  Zrobiłam, zachwyciłam się i byłam pewna, że jest od Jadłonomii.   Jakie było moje zdziwienie dzisiaj, kiedy odkryłam, że na Jadłonomii nie ma tego przepisu.  Na szczęście znalazłam, u vegelicious.


23.03.2018

Babka pomarańczowa

Nie piekę zbyt często babek.  Mam wrażenie, że piekę je tylko w okolicach Wielkiej Nocy.  Ten przepis to kolejna wariacja na temat przepisu, który dawno temu dostałam od mojej mamy.  Tym razem wersja pomarańczowa.



06.03.2018

Pulpeciki jaglane

Próbuje człowiek wprowadzać coraz więcej wegańskich przepisów,  szpera w czeluściach internetu, przemyca.  Wreszcie zbiera się na odwagę i robi te wegańskie pulpeciki z kaszy jaglanej, na które i koleżanka w pracy namawia i komentarzy tyle pozytywnych.  Wstaje więc człowiek rano, leci z psem do sklepu, bo przecież jaglana wyszła przed zawodami i robi.  Najpierw gotuje tę kaszę, dolewa wody, bo może jednak za mało rozgotowana.  Potem miesza, próbuje czy dobre (i tu się człowiek cieszy, że wegańskie można sobie zjeść na "surowo"), moczy ręce, formuje te kulki, które nie do końca chcą wyglądać jak kulki (chyba jednak ta kasza źle ugotowana), wstawia do piekarnika i czeka.  Czeka niecierpliwie, bo może jednak nie wyjdą, może się rozpadną. Co wtedy zrobić z taką ilością upieczonej kaszy?   Po 20 minutach już jest jasne, że się uda (chociaż kształt daleki od ideału).  Na wszelki wypadek dopieka człowiek jeszcze te 10 minut i potem jest.  Jakie to dobre, nawet chrupiące.  Duma rozpiera i wtedy pada pytanie: "Co na obiad?"  I taki dumy z siebie człowiek odpowiada "Wegańskie kotleciki", a jak wypowiada to zdanie już wie, że popełnił błąd.  Wielki błąd.  "Wegańskie?  To ja nie jem".  No i weź tu wytłumacz, że naprawdę dobre, że nie można się uprzedzać.  Kotlecik wylądował na talerzu, podziobany widelcem i chyba nawet nie tknięty, bo przecież z góry wiadomo, że jest niedobry.

Przepis podejrzany u ErVegan.


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...