11.02.2010

Tort czekoladowy

Wszędzie dzisiaj pączkowo, ale u nas okazja wyjątkowa - 4 urodziny naszej córci, więc wybaczcie, ale pączków nie będzie.
Córcia zamówiła torcik czekoladowy.  W poszukiwaniu tego właściwego trafiłam na tę stronę i wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że to właśnie to.  Tylko najpierw postanowiłam, że zmienię spód na wypróbowany już przez mnie biszkopt z 8 jaj i użyję tylko połowę. W końcu nie wiadomo jak to z nowymi ciastami, a 4 urodziny córci to rzecz bardzo ważna i udać musi się wszystko.  Udało się (no prawie bo przekrojenie nie było po mistrzowsku).  Śmietana ubiła się wzorcowo (powinnam była się zacząć domyślać, że i tak w jakimś momencie nie pójdzie tak jak chcę). No i gdy gdy przyszła pora na mieszanie czekolady rozpuszczonej w kąpieli wodnej z ubitą kremówką stało się.  Czekolada odmówiła posłuszeństwa i w przeciągu chwili od zdjęcia jej znad garnka z wodą nagle zaczęła zmieniać konsystencję na stałą.  Nie pomagało powolne dodawanie śmietany.  Na szczęście małżonek miał głowę na karku i z jego pomocą ponownie rozpuściłam czekoladę w kąpieli, tym razem dodając stopniowo śmietanę.  Niestety w tej temperaturze śmietana z pięknie ubitej zrobiła się płynna.  Nawet po ostudzeniu całość nie chciała się już ubić.  Całe szczęście, że mamy żelatynę.  Dodałam 3 łyżki i wstawiłam do lodówki.  Gdy krem zgęstniał, wylałam na biszkopt.  Koniec końców, ciasto zniknęło jednego dnia, a córcia była zachwycona.




Biszkopt:

  • 8 jaj
  • ponad szklanka mąki pszennej
  • 2,5 łyżki mąki ziemniaczanej
  • pół szklanki cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia


Krem czekoladowy:

  • 500 ml śmietany 30%
  • 2 tabliczki czekolady (dałam gorzką)
  • (dodałam 3 łyżki żelatyny rozpuszczonej w 1/2 szklanki wody)


Poza tym:

  • tabliczka białej czekolady
  • 3-4 łyżeczki konfitury (dałam kwaśną z jasnych śliwek)



Robimy biszkopt:
białka ubijamy z cukrem, a następnie dodajmy po 1 żółtku nadal ubijając i delikatnie dodajemy mąki wymieszane z proszkiem do pieczenia.
Przelewamy do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia (wykładam dnoa, a boki smaruje masłem i posypuję bułką tartą). Pieczemy ok 40 minut w temperaturze 180 stopni.
Używam blachy 26 cm. Do tego ciasto użyłam tylko pół biszkoptu a resztę zamroziłam.

Po upieczeniu i wystudzeniu, na biszkopcie rozsmarowujemy rozpuszczoną w kąpieli wodnej białą czekoladę (można pominąć, bo nie czuć jej za bardzo), a kiedy zastygnie, wykładamy konfiturę, ale tak, aby brzegi pozostały nieposmarowane.

Teraz możemy przygotować krem.

W kąpieli wodnej rozpuszczamy 2 tabliczki czekolady. W tym czasie ubijamy kremówkę.
Kiedy czekolada lekko przestygnie, powoli dodajemy do niej śmietanę i dokładnie mieszamy.
Wykładamy na ciasto, formując kopiec.
Dekorujemy według uznania. Ja zrobiłam wzorki widelcem a potem udekorowałam ubitą śmietaną kremówką i złotymi kuleczkami z cukru.

Ciasto trzeba schłodzić w lodówce przez kilka godzin.

8.02.2010

Bułeczki razowe Tatter

Przepis na bułeczki znalazłam u Tatter.  No cóż namęczyłam się dość przy wyjmowaniu wyrobionego już ciasta z robota (kleiło się niemiłosiernie) i przy formowaniu bułeczek.  Od razu widać po przepisach, że Tatter to prawdziwa mistrzyni w pieczeniu chleba. Jednak pomimo tych trudności udało się i bułeczki były przepyszne.  Doskonale dały się też zamrozić by potem wyjmować po jednej na śniadanko :)




Zaczyn:

  • 140g pszennej mąki razowej 100%
  • 115g żytniej mąki razowej 100%
  • 2 łyżki zakwasu żytniego razowego
  • 145g wody


Składniki zaczynu wymieszałam, zagniotłam krótko (zaczyn jest bardzo gęsty) i pod przykryciem zostawiłam w cieple na 12 godzin.

Ciasto właściwe:

  • cały zaczyn zakwasowy minus 2 łyżki ( które można wykorzystać do sporządzenia nowego zaczynu)
  • 145g wody
  • 190g białej pszennej mąki chlebowej (wysokoglutenowej jeśli dostępna)
  • 1 łyżeczka drożdży instant
  • 2 łyżki mleka w proszku
  • 2 łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki brązowego cukru
  • 2 łyżki masła


Zaczyn połączyłam z wodą i dodałam resztę składników, wymieszałam dokładnie. Ciasta tego nie wyrabia się łatwo i dobrze sprawdza się tutaj mikser (maszyna do chleba), przy odrobinie wprawy jednak można spróbować zagnieść je ręcznie mimo, że jest dość lepkie (ja wyrabiałam robotem).
Następnie umieściłam ciasto w misce i zostawiłam na 2 godziny do wyrośnięcia, składając je raz po godzinie.
Gotowe, podzieliłam na 12 części i ukształtowałam okrągłe bułeczki. Każdą z nich przycisnęłam wzdłuż omączoną rączka drewnianej łyżki (ja osobiście zrobiłam tak z kilkoma bułeczkami, a kilka posypałam mieszanką 4 ziaren). Zostawiłam do wyrośnięcia na 1 godzinę, aż podwoją objętość. Piekłam z parą w piecu nagrzanym do 220C przez ok. 20 minut.

6.02.2010

Bardzo meksykański sernik z tortilli

Kolejny przepis od Ainsleya Harriott'a z książki "Meals in minutes".  Jak zapowiedziałam rodzinie co zrobię na sobotni obiad, reakcja małżonka była następująca: "Znowu bez mięsa".  Jednak gdy tylko danie wylądowało na stole, stosunek moich panów do dania uległ radykalnej zmianie.  Usłyszałam, że jest super, pyszne i że wcale nie czuć, że tam nie ma mięsa (a to z ich ust komplement).  Synio stwierdził, że to danie to 777 niebo. Córcia też zjadła całą swoją porcję.




Składniki:


  • 1 łyżka oliwy
  • 1 cebula, posiekana
  • 1/2 - 1 łyżeczki chilli
  • 400 g pomidorów i z puszki
  • 200 g mieszanych warzyw z mrożonki (dałam tylko groszek)
  • 215 g fasolki red kindey z puszki, osączonej
  • 5 placków tortilli
  • 150 g sera cheddar, utartego
  • sól, pieprz
  • sałata, śmietana do podania



Wykonanie:


Nagrzać piekarnik do 180 stopni.

Na patelni rozgrzać oliwę i podsmażyć cebulkę aż się zezłoci. Dodać chilli i pomidory, smażyć 5 minut, aż sos lekko zgęstnieje. Dodać mrożone warzywa i podgrzewać przez kolejne 4 minuty. Dodać fasolkę, podgrzać i doprawić do smaku.

Placek tortilli położyć na żaroodpornym talerzu (ja użyłam blachy do tarty), posmarować częścią sosu i posypać serem. Wykładać kolejna placki tortilli, sos i ser. Na koniec na ostatnim placek dać tylko ser. Włożyć do piekarnika i zapiekać przez 10 minut, aż ser się stopi. Pokroić na kawałki i podawać z sałatą i śmietaną.

2.02.2010

Kurczak z Kijowa z ryżem na zielono

Uzależniłam się od książki "Meals in minutes" Harriott'a.  Mam ją niecałe 3 tygodnie a już 5 przepisów wypróbowałam (z tego tylko 1 jakoś nie bardzo przypadł nam do gustu).  Kurczak zatytułowany przez Harriott'a "Jimmy's chicken kiev" jest niesamowity, rzadko mówię to o mięsie, ale po protu rozpływał się w ustach.  Nie wydaje mi się, że to tylko z powodu ogromnej ilości tłuszczu jaką w sobie zawiera.  Nadzienie z czosnku i natki jest wprost doskonałe, a masło w środku powoduje, że kurczak nic a nic nie wysycha.
Ponieważ obiad przygotowałam w około pół godziny, pomyślałam, że nadaje się wyśmienicie do akcji prowadzonej przez Pelę



Składniki:


  • 2 x 75 g piersi z kurczaka (ja dałam 1 dużą, podwójną)
  • 40 g niesolonego masła (w temperaturze pokojowej)
  • 4 łyżki posiekanej natki pietruszki (dałam taką zamrożoną)
  • 2 ząbki czosnku
  • 50 g bułki tartej
  • 1 łyżka utartego parmezanu (nie dałam)
  • 1 łyżka mąki, posolonej i popieprzonej
  • 1 rozbełtane jajko
  • 1 - 2 łyżki oleju



Wykonanie:


W każdej piersi naciąć kieszonkę wzdłuż dłuższej części. (Ja odkroiłam 2 mniejsze płaty, które są przy piersi i złożyłam je razem, robiąć w ten sposób 3, mniejszą porcję). Wymieszać masło z natką, rozgniecionym czosnkiem i dużą ilością soli i pieprzu. Do kieszonek włożyć doprawione masło. Bułkę tartą wymieszać z parmezanem. Nadziane piersi z kurczaka obtoczyć w przyprawionej mące, następnie w jajku i na koniec w bułce tartej. Rozgrzać dobrze olej i smażyć piersi z każdej strony na złoto (około 5-6 minut).


W międzyczasie zagotować wodę na ryż, posolić i doprawić odrobinę curry. Wrzucić ryż (ja robiłam razowy). Nad garnkiem z gotującym się ryżem umieścić sitko i włożyć do niego zamrożone warzywa (ja dałam brokuły, groszek i fasolkę szparagową). Gotować na parze kilka minut aż się rozmrożą, przygrzeją, ale nie rozgotują.


Usmażonego kurczaka podawać z gotowym ryżem i warzywami gotowanymi na parze.


31.01.2010

Bułeczki owsiane - Weekendowa po godzinach nr 2

Kolejna lekcja prowadzona przez Tatter, Poleczkę i Margot. Strasznie się cieszę, że nadążam z odrabianiem lekcji.  Tym razem udało mi się uformować cudne (a co tam, pochwalę się) bułeczki.  Każda taka sama, okrąglutka, o tej samej wadze (83 g przed pieczeniem i 74 po pieczeniu) i każda tak samo pyszna i mięciutka.  A do tego pierwszy raz nie poodpadały mi płatki z wierzchu (a to pewnie zasługa maczania bułek w wodzie).  Ciasto wspaniałe, dużo bardziej współpracujące (czytaj nie rozlewające się) niż ciasto z lekcji nr 1.  Buły rosły strasznie, chociaż tym razem ciasto nie wyszło w nocy z miski (pewnie dlatego, że było go mniej).
Teraz czekam na przepisy na chleby z zakwasem.



Składniki:

  • 375 g białej pszennej mąki chlebowej (wysokoglutenowej np. Manitoba)*
  • 125 g mąki pszennej razowej (100%)
  • 83 g płatków owsianych
  • 313 g wody (o temp. 24C)
  • 50 g mleka
  • 33 g płynnego miodu
  • 33 g oleju roślinnego
  • 11 g soli
  • 1 1/2 łyżeczki drożdży instant



1. Mieszanie i zagniatanie
Na początek płatki owsiane zalać ciepłą wodą i zostawić na 20 minut. Gdy zmiękną, dają się łatwo rozgnieść pomiędzy palcami. Do płatków dodać resztę składników i wszystko dokładnie wymieszać. Następnie zagnieść średnio luźne ciasto, delikatnie lepkie od miodu.
2. Fermentacja główna
Miskę z ciastem zakryć folią, zostawić na 45 min na kuchennym stole, po czym włożyć ją na noc do lodówki (4C).
Pobyt w chłodzie pozwala ciastu wzbogacić smak jak również przedłużyć późniejsze przechowywanie pieczywa. Zimne ciasto kilkakrotnie odgazowywać w trakcie wyrastania (pierwsze kilka godzin).
3. Dzielenie i kształtowanie ciasta
Następnego dnia, po ogrzaniu (1-2 godz. w temperaturze pokojowej) podzielić ciasto na 12 równych części (86g), lekko ukształtować, ułożyć zlepieniami w górę, zakryć i zostawić na 20 minut. Uformować sprężyste bułeczki, wierzchy maczać w wodzie, a następnie w rozsypanych na tacy płatkach owsianych. Ułożyć na blasze.
4. Ostatnia fermentacja
1 - 1 1/2 godziny w 24C
5. Pieczenie
Piec w 240C przez 15 minut, zmniejszyć temperaturę do 220C i dopiekać jeszcze 10-15 minut.
Można również z ciasta upiec dwa średnie bochenki (w foremkach lub free-style) - procedura jak wyżej, jedynie wydłużyć czas pieczenia.

Przepis pochodzi z książki J. Hamlemana "Bread" p. 234. Proporcje podane przeze mnie to połowa wagi składników z przepisu oryginalnego.

30.01.2010

Tagliatelle Suzette

Powiem krótko, zakochałam się w tym smaku.  Mogłabym jeść to danie na śniadanie, obiad, kolację i potem jeszcze na deser.  Tylko nie wiem co na to moje biodra ;)  Danie wzbudziło podziw w rodzinie nie tylko na talerzu, ale i w trakcie przygotowywania.  Synio jak zobaczył jak flambiruję naleśniki powiedział "Wow, a ja myślałem, że tak potrafią tylko prawdziwi kucharze". Małżonek natomiast obawiał się o stan naszych mebli po tym wyczynie - na szczęście nic nie spłonęło. 
Przepis pochodzi z książki "Meals in minutes" Ainsley'a Harriott'a.




Składniki:


  • 100 g mąki pszennej
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1 jajko, lekko ubite
  • 25 g roztopionego masła (nie dałam)
  • 250 ml mleka
  • olej słonecznikowy do smażenia



  • 40 g masła
  • 2 łyżki cukru pudru (dałam waniliowy) + 1 łyżka
  • skórka i sok z 2 pomarańczy
  • 2 łyżki brandy (dałam jasny rum)
  • śmietana do podania



Wykonanie:

Przesiać mąkę i sól do miski, zrobić dziurę i wlać jajko, masło i połowę mleka. Dobrze ubić aż się wszystko połączy i potem stopniowo dodać pozostałe mleko.

Rozgrzać odrobinę oleju na 18 cm patelni, i smażyć cienkie naleśniki (powinno wyjść około 8 sztuk). Naleśniki ułożyć jeden na drugim, zwinąć w rulon i pokroić na około 1 cm paski.


Na patelni rozgrzać masło z 2 łyżkami cukru, sokiem i skórką z pomarańczy. Mieszać aż cukier się rozpuści. Wrzucić pocięte naleśniki i podgrzać mieszając. Następnie przesunąć naleśniki na jeden brzeg patelni i zwiększyć ogień. Posypać pozostały cukier na puste miejsce a kiedy zacznie się topić i bulgotać nalać alkohol. Ostrożnie podpalić. Pozwolić płomieniom wypalić się. Podawać natychmiast z odrobiną śmietany.

28.01.2010

Grillowana pierś kurczaka z imbirem

Przepis na to niby zwykłe danie pochodzi z książki "Kuchnia z bukietem przypraw".  Niewielki dodatek egzotycznych przypraw, sprawił, że zwykły kurczak miał niezwykły smak.  Autor poleca podawać pierś z grillowanym porem, a dokładniej jego białą częścią.  Jednak ja podawałam z sałatką z czerwonej papryki, owoców i kminu rzymskiego, również z tej książki.





Składniki:


  • 800 g piersi kurczaka
  • sok z 1/2 cytryny
  • kawałek imbiru długości 2.5 cm
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżeczki cukru
  • 3 łyżki sake lub wytrawnego sherry (opcjonalnie)



Wykonanie:

Imbir utrzeć na tarce do sera. Wymieszać w dużej misce z sosem sojowym, alkoholem (jeśli używamy), cukrem i sokiem z cytryny.

Dodać piersi i marynować 3-4 godziny w lodówce (ja robiłam wieczorem i marynowały się przez noc i pół dnia), od czasu do czasu mieszając. W piekarniku na gorącym grillu piec mięso 5 minut z każdej strony, uważając, żeby nie wysuszyć (ja nie piekłam tylko smażyłam bez tłuszczu na patelni grillowej). Podawać ciepłe.

23.01.2010

Chleb i bagietki francuskie - Weekendowa po godzinach nr1

W tym miesiącu ruszyła Weekendowa Piekarnia po godzinach prowadzona przez Tatter, Polkę i Margot.  Wiedziałam, że nie można nie skorzystać z darmowych lekcji pieczenia pieczywa u mistrzyni.  Na pierwszy rzut poszło ciasto francuskie.
Bardzo się bałam (i boję nadal) ciasta z tak dużą hydracją.  Postanowiłam więc, że wyrobię ciasto w mikserze.  Na całe szczęście Tatter "spóźniła" się z odpowiedzią na moje wątpliwości i zabrałam się za wyrabianie ręczne.  Najpierw naoglądałam się filmów na youtube a potem sama rzucałam ciastem (u mnie nie leciało na szafki, ale niemiłosiernie kleiło się do rąk i stolnicy).  Wyrabianie trwało ponad pół godziny, bo po 10 minutach zalecanych przez Tatter moje ciasto nadal rozlewało.
Pponieważ wiedziałam, że nie dam rady poświęcić soboty na to, żeby ciasto wyrastało w cieple wsadziłam całość do lodówki.  (Obiecuję, że następnym razem sprawdzę jak wygląda ciasto, które wyrasta w cieple).
Ciasto rosło niesamowicie.  Zaglądałam do niego kilka razy przed snem, żeby je odgazować a rano ku mojemu zdziwieniu ciasto wychodziło z miski (dość dużej) i gdyby nie półka wyżej, która skutecznie je zablokowała, pewnie zbierałabym je z całej lodówki.
Ciasto po ociepleniu, pokorojeniu i odczekaniu 20 minut formowało się wspaniale.  Jednak ponieważ nie mam podłużnego koszyka, a trochę się bałam, że tak wilgotne ciasto przyklei mi się do mojego okrągłego kosza włożyłam je do keksówki (30 cm).  Z drugiej połowy uformowałam 4 bagietki, które pięknie rozlazły mi się przy przekładaniu na blachę i musiałam formować je jeszcze raz i czekać aż ponownie wyrosną (tym razem już na blasze).
Na koniec przyznam się do "przestępstwa".  Ponieważ od dłuższego czasu nie mogę dostać mąki chlebowej wymieszałam 800 g mąki typ 500 i 200 gram pszennej razowej. (Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone i zaliczone).
Mimo moich różnych niedociągnięć jestem zadowolona, że mi się udało, tym bardziej, że chlebek smakuje przepysznie (bagietki jeszcze się studzą, więc nie wiem).  Sama wystawiam sobie porządną 3.W tym miesiącu ruszyła Weekendowa Piekarnia po godzinach prowadzona przez Tatter, Polkę i Margot.  Wiedziałam, że nie można nie skorzystać z darmowych lekcji pieczenia pieczywa u mistrzyni.  Na pierwszy rzut poszło ciasto francuskie.
Bardzo się bałam (i boję nadal) ciasta z tak dużą hydracją.  Postanowiłam więc, że wyrobię ciasto w mikserze.  Na całe szczęście Tatter "spóźniła" się z odpowiedzią na moje wątpliwości i zabrałam się za wyrabianie ręczne.  Najpierw naoglądałam się filmów na youtube a potem sama rzucałam ciastem (u mnie nie leciało na szafki, ale niemiłosiernie kleiło się do rąk i stolnicy).  Wyrabianie trwało ponad pół godziny, bo po 10 minutach zalecanych przez Tatter moje ciasto nadal rozlewało.
Pponieważ wiedziałam, że nie dam rady poświęcić soboty na to, żeby ciasto wyrastało w cieple wsadziłam całość do lodówki.  (Obiecuję, że następnym razem sprawdzę jak wygląda ciasto, które wyrasta w cieple).
Ciasto rosło niesamowicie.  Zaglądałam do niego kilka razy przed snem, żeby je odgazować a rano ku mojemu zdziwieniu ciasto wychodziło z miski (dość dużej) i gdyby nie półka wyżej, która skutecznie je zablokowała, pewnie zbierałabym je z całej lodówki.
Ciasto po ociepleniu, pokorojeniu i odczekaniu 20 minut formowało się wspaniale.  Jednak ponieważ nie mam podłużnego koszyka, a trochę się bałam, że tak wilgotne ciasto przyklei mi się do mojego okrągłego kosza włożyłam je do keksówki (30 cm).  Z drugiej połowy uformowałam 4 bagietki, które pięknie rozlazły mi się przy przekładaniu na blachę i musiałam formować je jeszcze raz i czekać aż ponownie wyrosną (tym razem już na blasze).
Na koniec przyznam się do "przestępstwa".  Ponieważ od dłuższego czasu nie mogę dostać mąki chlebowej wymieszałam 800 g mąki typ 500 i 200 gram pszennej razowej. (Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone i zaliczone).
Mimo moich różnych niedociągnięć jestem zadowolona, że mi się udało, tym bardziej, że chlebek smakuje przepysznie (bagietki jeszcze się studzą, więc nie wiem).  Sama wystawiam sobie porządną 3.




Oto przepis podstawowy (ciasto 70% hydracji):


  • 1 kg białej pszennej mąki chlebowej (ok. 12g białka)
  • 12g drożdży świeżych (lub 1 1/4 łyżeczki drożdży instant lub suszonych)
  • 18g soli
  • 700g wody

1. Mieszanie i zagniatanie
Do dużej miski wsypać mąkę, wkruszyć do niej drożdże (drożdże suszone należy rozpuścić w niewielkiej ilości ciepłej wody i odstawić na 10 minut - aktywacja drożdży)*, przemieszać dłonią. Wsypać sól, przemieszać raz jeszcze. W mące zrobić dołek i wlewając do niego ciurkiem wodę mieszać łyżką zbierając coraz więcej mąki. Gdy składniki są już dobrze połączone, za pomocą łopatki wyłożyć ciasto na stół. Ciasto ma być delikatnie luźne. W przypadku luźnych ciast polecam metodę Bertineta. Powierzchni stołu nie należy posypywać mąką, ani smarować olejem. Wyrabiać ciasto ok. 10 minut, w mikserze 3(1)-5(1)-2(2). Gluten powinien być lekko rozwinięty. Temperatura ciasta powinna wynosić ok. 24C (przyda się tutaj termometr kuchenny).
2. Fermentacja główna
Miskę z ciastem umieścić w temperaturze pokojowej i zostawić na 2 1/2 - 3 godz.
3. Składanie ciasta

W trakcie fermentacji głównej (aby nadać ciastu mocy) należy je kilkakrotnie złożyć. Najlepiej zastosować technikę "rozciągania i składania" (stretch and fold). Dwa złożenia powinny wystarczyć. Jeśli ciasto jest bardzo słabe po wyrobieniu - rozlewa się i jest bardzo luźne (gluten ledwo rozwinięty) można dodać 3 złożenia i wydłużyć czas fermentacji.
Fermentacja 3 godzinna -złożenia co 1 godz, fermentacja 2 1/2 godzinna - złożenia co 50 minut.
Uwaga: po pierwszych 50 minutach - 1 godz ciasto należy podzielić na dwie równe części o wadze ok. 850g. Z jedną częścią postąpić jak wyżej, a drugą odgazować, złożyć, ułożyć w lekko omączonej misce i wstawić do lodówki na 10-12 godzin (w czasie pierwszych kilku godzin ciasto trzeba odgazować 2-3 razy - w przeciwnym razie będziemy mieć wieeeeeeelkie dziury!).
4. Dzielenie i kształtowanie ciasta
Ciasto wyjąć z miski. Można zostawić je w całości i ukształtować jeden okrągły lub podłużny bochenek. Można je również podzielić na polowy (ok. 425g każda) lub ćwiartki (ok. 210g) i uformować bagietki. Tak czy owak, podzielone ciasto należy zostawić (przykryte, bo nam wyschnie) na 15-20 minut i dopiero po tym czasie zabrać się za jego formowanie. Ta przerwa pozwoli glutenowi się zrelaksować, a co z tym się wiąże, ciasto będzie łatwiejsze w obróbce (w tym miejscu ja Pola proponuję Wam zrobić mały eksperyment - przyjrzyjcie się ciastu przed i po odpoczynku, zobaczycie jak wspaniale zmienia się jego struktura!). Ukształtowane bochenki wyłożyć do omączonego kosza (ja kiedyś nie miałam koszyków i używałam koszyka z suszarki do sałaty lub plastikowego durszlaka) złączeniem w górę, lub w przypadku bagietek, ułożyć je pomiędzy fałdami piekarskiego płótna (lniane zwykle/szare płótno) złączeniem w gore, szczelnie przykryć (duże foliowe torby sprawdzają się tu idealnie) i zostawić.
Ciasto fermentujące w chłodzie wyjąć i zostawić na godzinę/dwie na kuchennym stole. Następnie podzielić jak wyżej.
5. Ostatnia fermentacja
W temperaturze 24C, ciasto powinno wyrastać 1 1/2 -2 godziny. Gdyby temperatura otoczenia była niższa, ciasto może wyrastać dłużej. I odwrotnie.
6. Pieczenie
Z parą, w 240C przez ok 20 - 25 minut (bagietki), a 35-40 minut (chleb).
Wyrośnięte ciasto przełożyć na omączoną** łopatę (płaską blachę), szybko naciąć ostrym narzędziem (świetnie sprawdza się żyletka) wtrysnąć parę*** (ok .15 wtryśnięć), zsunąć na gorący kamień, raz jeszcze spryskać ścianki i podłogę pieca i szybko go zamknąć. Wtrysk pary można powtórzyć po 5 minutach. Po upłynięciu połowy czasu pieczenia, chleb/ki obrócić o 180 stopni, pod koniec pieczenia wypuścić parę (a otrzymamy chrrrupiącą skórkę). Chleb dobrze wystudzić na kratce kuchennej. A potem już tylko się nim delektować :D
*aby rozkruszyć dobrze drożdże wystarczy odmierzoną ich ilość ułożyć na dłoni, połączyć je z odrobiną mąki i potrzeć pomiędzy dłońmi - drożdże natychmiast pokruszą się na drobinki.
** najlepiej użyć grubo mielonej mąki (semolina, polenta)
*** najzwyklejszy zraszacz jest narzędziem niezbędnym


19.01.2010

Haiti - Smażone banany (Beyen)

Dla tych, którzy jeszcze nie pomogli przypominam, że wpłat można dokonywać na przykład tu i tu.
A przepis pochodzi z tej strony


Składniki:


  • 3 bardzo dojrzałe banany
  • 1 łyżka mąki (dałam więcej bo się rozpadały)
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 1 łyżka cukru
  • 1/8 łyżeczki sody oczyszczonej
  • cukier do posypania (opcjonalnie)


olej do smażenia


Wykonanie:

Połączyć rozgniecione banany z cukrem, wanilią, cynamonem i misce. Wkładać na rozgrzany olej po łyżce ciasta i smażyć aż placki będą złote. Można posypać cukrem.

18.01.2010

Bułeczki z czekoladą i kokosem - WP #58

Przepis zaproponowany przez Paulinę w ramach kolejnej edycji Weekendowej Piekarni Alicji.  Bułeczki zrobiłam z myślą o 2 śniadaniu do szkoły dla mojego synia oraz dla małżonka do pracy.  Pomimo tego, że zwiększyłam ilość cukru i tak nie były za słodkie.  Aż żałuję, że nie mieliśmy nutelli - byłaby doskonała do bułeczek.  Nadrobimy następnym razem, bo przepis powtórzę.  
A podczas formowania bułeczek korzystałam z rad Tatter w ramach Piekarni po Godzinach.



Składniki:


  • 570 g maki pszennej
  • 12 g drożdży suchych lub 24 g świeżych (dałam instant)
  • ok 185 ml mleka
  • 85 g masła roślinnego (dałam zwykłe i je rozpuściłam)
  • 5 łyżeczek cukru (dałam 10)
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 szklanki wiórków kokosowych
  • 2 rządki czekolady (6-8 kostek) - dałam 3 rządki czyli 9 kostek
  • plus jajko do smarowania



Wykonanie:

Drożdże rozpuszczam w mleku z dodatkiem cukru. Odstawiam. (Ja przez roztargnienie wsypałam od razu do mąki)

Czekoladę siekam w drobne kawałki, takie duże okruszki.

Do miski z mąką wrzucam wszystkie składniki. Mieszam. Następnie przekładam na blat i wyrabiam kilka minut, aż ciasto będzie puszyste i gładkie.

Ciasto lekko smaruje olejem i wkładam do miski. Przykrywam i odstawiam na 1 h wyrastania.

Wyrośnięte ciasto wyjmuję, chwilkę wyrabiam. Dzielę na 8-9 części i formuję owalne bułeczki. One sporo urosną, więc lepiej moim zdaniem, zrobić ciut dłuższe niż szersze :) (ja robiłam okrągłe)

Układam bułeczki na blaszce, w 2 rzędach w 1,5 cm odstępach. Przykrywam i odstawiam znowu na 1h.

Wyrośnięte bułeczki smaruję rozkłóconym jajkiem. Wstawiam do nagrzanego do 190 C piekarnika i piekę bułki ok 15 minut.

Bułeczki będą fajnie lekko złączone ze sobą, sa idealne na drugie śniadanie.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...